Dziennikarstwo na poważnie i z przymrużeniem oka. Strona adresowana do wszystkich zainteresowanych tematyką szeroko pojętego bezpieczeństwa i kreowania właściwych zachowań społecznych. Znajdzie się tu też miejsce dla osób poszukujących ciekawych newsów i porad dotyczących cyberbezpieczeństwa. Skupiam się głównie na phishingu, złośliwym oprogramowaniu, wycieku danych, podatnościach oraz ciekawostkach ze świata cybersecurity.

Cyberbezpieczeństwo na co dzień - bo najsłabszym ogniwem jest człowiek

Cyberbezpieczeństwo kobiecym okiem - tygodniowy przegląd newsów

Lista filmów o podróżach w czasie

czwartek, 12 lipca 2018

Kampanie społeczne o zagrożeniach na drodze - czyli jak w przystępny sposób pokazać to z czym motocyklista ma do czynienia każdego dnia.

Tych sytuacji powinien unikać każdy użytkownik dróg:


Kampania "À moto, le plus grand danger, c’est de penser qu’il n’y en a pas"
Gwałtowne otwarcie drzwi, szybka zmiana pasa ruchu bez patrzenia w lusterko i bez włączenia kierunkowskazu, pieszy wyskakujący zza ciężarówki i w miejscu nieoznakowanym,
wymuszenie pierwszeństwa, nieumyślne zajechanie drogi - te sytuacje często mają tragiczny finał, ale przy odrobinie wyobraźni można ich uniknąć. Największym niebezpieczeństwem jest bowiem to, gdy jesteś przekonany, że nic Ci nie grozi. I takie jest też przesłanie tej kampanii.
Pamiętaj! Wypadek możesz mieć wszędzie i o każdej porze, niezależnie od warunków atmosferycznych. Zachowaj więc ostrożność także poza miastem i gdy dopisuje ładna pogoda.

 Kampania "Biker Aware"
Przesłanie ogólne: Skup się, spójrz jeszcze raz i upewnij się czy na pewno możesz bezpiecznie wykonać manewr. Zwróć uwagę na to co się dookoła Ciebie dzieje. Pamiętaj, czasem wystarczy tylko chwila nieuwagi, by zmienić czyjeś życie w koszmar. Zachowaj ostrożność!

  Kampania "Slowing down won't kill You!"
Zwolnij, nie szarżuj. Jeżdżąc motocyklem naprawdę nie musisz stale przekraczać dozwolonej prędkości. Nie popisuj się, nie musisz nic nikomu udowadniać. Jazda na motocyklu to coś więcej niż prędkość, jednak by to zrozumieć potrzeba czasu. Daj sobie ten czas.

Kampania "Take longer to look for bikes"
Przesłanie dla motocyklisty: to, że ktoś patrzy w Twoją stronę nie oznacza, że Cię zauważył. Bądź ostrożny!
Przesłanie dla kierowcy samochodu: spójrz jeszcze razzwróć większą uwagę na motocyklistów. 

Kampania "Perfect Day" 
W prawdziwym życiu nikt nie będzie za Ciebie myślał. 
Umiesz liczyć? To licz tylko na siebie.

  Kampania "Mirror"
Przesłanie dla motocyklisty: miej ograniczone zaufanie do kierowców. Bądź czujny.
Przesłanie dla kierowcy samochodu: zanim wykonasz manewr, upewnij się, że nie stworzysz dla nikogo zagrożenia. Spójrz dwa razy.

Kampania "Losing Control"
Nigdy nie trać czujności! Zwłaszcza, gdy jedziesz przez dobrze znaną Ci okolicę.

Kampania "Vice Versa
Przesłanie dla motocyklisty: nie zostawiaj zbyt dużej przerwy między samochodem a motocyklem i oczywiście unikaj jeżdżenia w martwej strefie.
Przesłanie dla kierowcy samochodu: motocyklista nieustannie analizuje sytuację na drodze. Zwraca uwagę na rzeczy, które chociaż dla Ciebie są nieistotne, dla niego stanowią śmiertelne niebezpieczeństwo. Motocyklista musi cały czas być czujny i mieć oczy dookoła głowy. Pamiętaj więc, że Twój nieprzemyślany manewr może kosztować go utratę zdrowia, a nawet życia. Ulica to nie ring, nie poddawaj się frustracji!

Kampania "A Second Look" 
Przesłanie dla motocyklisty: Patrz uważnie i miej ograniczone zaufanie do innych kierowców. Błąd jest rzeczą ludzką i nie da się go całkowicie wyeliminować, dlatego lepiej przygotować się na najgorsze i nie ufać nikomu.
Przesłanie dla kierowcy samochodu: Patrz uważnie, upewnij się, że możesz wykonać manewr nie stwarzając dla innych zagrożenia. Pamiętaj, że trudno jest określić prędkość jadącego motocykladlatego zamiast ryzykować, poczekaj i daj mu bezpiecznie przejechać.

Artykuł będzie uzupełniany o najnowsze i najbardziej intrygujące kampanie społeczne. Oczywiście ich wybór nadal będzie całkowicie subiektywny, inaczej po prostu być nie może.




czwartek, 17 maja 2018

Mity, legendy, baśnie towarzyszą człowiekowi odkąd stał się istotą rozumną, obdarzoną wyobraźnią, zdolną do porozumiewania się z innymi ludźmi za pomocą mowy. Racjonalne myślenie i wyobraźnia zastępowały mu wiedzę naukową, zmieniając zjawiska, których nie rozumiał (tj. śmierć, choroba, susza itp.) w mit o tajemniczych siłach mających władzę nad światem. Funkcją mitu nie było tylko wyjaśnienie pewnych zjawisk, ale także ochrona przed nimi. Człowiek wierzący w mit mógł kontrolować swoje życie. Gdy dotknęło go nieszczęście mógł temu przeciwdziałać odprawiając stosowne rytuały bądź składając ofiarę na przebłaganie bogów. Do najstarszych mitów należą te, które dotyczą problemu życia i śmierci – dwóch tematów, które od wieków fascynują człowieka, skłaniając go do egzystencjalnych rozważań, a także inspirując go do tworzenia nowych interpretacji. Jednym z takich mitów jest mit o wampirach – istotach żyjących na pograniczu życia i śmierci.
Według przekonań mitologicznych wampir to człowiek, który po śmierci przekształcał się w demona, żywiącego się ludzką krwią. Zabijał niewinnych ludzi poprzez wysysanie z nich życiodajnej krwi. Wampir, aby przetrwać musiał odebrać innemu człowiekowi życie – tym samym stawał się istotą przeklętą, którą od wiecznego potępienia uratować mogła tylko ponowna śmierć. Uśmiercenie wampira powinno być zaplanowane i przeprowadzone według miejscowych rytuałów antywampirycznych. Badania archeologiczne potwierdzają, że zwyczaj profanacji zwłok, w celu powstrzymania domniemanego wampira, był znany i praktykowany w średniowiecznej Europie. Ataki wampirów nasilały się zwłaszcza w czasach zarazy, gdyż w ten sposób prosty lud tłumaczył sobie przyczynę nieszczęścia.
Postać wampira była obecna w wielu mitologiach na świecie, jednakże w zależności od regionu zmieniały się jego cechy fizyczne oraz upodobania żywieniowe. Wampir mógł być przerażającym żywym trupem, piękną dziewczyną lub owłosionym potworem. Zamiast picia krwi mógł zjadać całe ciała lub pojedynczy narząd np. serce lub wątrobę. Pomimo tych różnic wampir wszędzie uznawany był za istotę przeklętą. Ponadto w każdej mitologii mit o wampirach związany był przynajmniej z jednym tematem tabu.  Zakazy kulturowe dotyczyły zazwyczaj tematów związanych ze śmiercią, kanibalizmem, hematofagią, erotyzmem, homoseksualizmem i patologiami seksualnymi.
Najczęściej oskarżanymi o wampiryzm byli ludzie o dziwnym wyglądzie. Mógł być on spowodowany przez nieznane wówczas choroby genetyczne lub choroby nabyte tj. wścieklizna. O bycie wampirem oskarżano także osoby chore umysłowo lub mieszkające w odosobnieniu. Jakakolwiek odmienność nie była wśród prostych ludzi tolerowana.
Współczesne idealizowanie i uczłowieczanie postaci wampira - który jeszcze do niedawna był postacią demoniczną - jest zjawiskiem niezwykłym i wymagającym głębszej analizy. Zaskakująca jest też wciąż rosnąca popularność wizerunku wampira, którego literatura i film wykreowały na istotę nie tylko posiadającą nadludzką moc, ale i będącą spełnieniem wszelkich ludzkich pragnień. Można to tłumaczyć jako próbę zapanowania nad złem lub przemiany zła w dobro. W książkach dla młodzieży wampir walczy o swoje człowieczeństwo, posiada uczucia i jest zdolny obdarzyć człowieka zaufaniem i miłością. Zamiast krwi ludzkiej pije krew zwierzęcą lub syntetyczną. A więc robi coś co jest zupełnie sprzeczne z jego naturą. Zabija, a może raczej tłumi w sobie pierwiastek zła, chcąc odpokutować swoje zbrodnie. Przypomina tym samym bardziej pokornego pokutnika niż krwiożerczego demona.
Podsumowując, mit o wampirze jest zagadnieniem, które można rozpatrywać na wiele sposobów: zarówno pod względem kulturowym, medycznym, jak i psychologicznym. 
W kolejnym artykule poświęcę więcej czasu arcyciekawemu aspektowi medycznemu. A tymczasem zachęcam do lektury moich wcześniejszych postów:
Dlaczego wampiry muszą pić krew? 
Dlaczego wampir boi się słońca, krzyża i wody święconej?

Źródło: praca naukowo-badawcza Scoffera

 




poniedziałek, 19 marca 2018

Ciąża to czas wielu zakazów i ograniczeń. To także czas, gdy z większym zainteresowaniem przyglądamy się temu co jemy. Z pewnością wiele z Was wpisywało w Google: "czego nie wolno w ciąży", "produkty zakazane w ciąży", "czego unikać w ciąży" itp. Poniżej przedstawiam listę wszystkich produktów spożywczych, których nie powinno się spożywać w tym wyjątkowym czasie. Druga część artykułu będzie dotyczyła substancji zawartych w kosmetykach, których lepiej unikać w ciąży. Oczywiście nie jest to mój wymysł, tylko spis z różnych artykułów.
Lista powstała na własny użytek, dlatego jest tu wszystko co może zaszkodzić zarówno dziecku jak i przyszłej matce. Pamiętajcie, że nikt nie robi badań na kobietach w ciąży. Jeśli więc ktoś Wam powie, że szkodliwe działanie jakiegoś produktu nie zostało potwierdzone naukowo, że istnienie tylko podejrzenie, możecie śmiało powiedzieć: You know nothing, Jon Snow!

Lista produktów, których nie powinno się spożywać podczas ciąży:

  • cynamon (chodzi o spożywanie cynamonu w dużych ilościach)
  • imbir (tutaj zdania lekarzy są podzielone, lepiej jednak nie spożywać imbiru w zbyt dużych ilościach)
  • natka pietruszki
  • niepasteryzowane mleko krowie, kozie i owcze (należy również uważać na przetwory mleczne np. niepasteryzowane jogurty, śmietanki, sery)  
  • niepasteryzowane soki
  • nie przesadzać z produktami zawierającymi witaminę A, gdyż jej zbyt wysoka dawka może prowadzić do poważnych uszkodzeń płodu (szczególnie trzeba uważać z wątróbką)
  • olejek rozmarynowy 
  • olejek rumiankowy
  • produkty wysoko przetworzone
  • produkty zawierające kofeinę (kawa, herbata, cola, napoje energetyzujące, kakao, czekolada)
  • sery dojrzewające (typu brie, camembert), pleśniowe (np. rokpol, lazur), a także miękkie (typu feta)
  • surowe jaja (odpada również majonez domowej roboty i sernik na zimno)
  • surowe mięso i ryby (np. tatar, sushi, odpadają również wędzone produkty)
  • zioła i przyprawy: aloes, anyżek, chmiel, cząber, dziurawiec, hibiskus, jałowiec, jemioła, krwawnik, lipa, liście malin, lukrecja, mięta polna, muszkatołowiec, pietruszka, piołun, pluskwica groniasta, podbiał, pokrzywa, rabarbar, rozmaryn, serdecznik pospolity, szałwia, tasznik pospolity, trawa cytrynowa, tymianek, wrotycz, żeń-szeń

Jakich kosmetyków nie powinno się używać w czasie ciąży? Ano takich, w których w skład wchodzą:

  • algi morskie (ale tylko ze względu na ryzyko przedawkowania jodu)
  • amoniak
  • Bimatoprost oraz Dechloro Dihydroxy Difluoro Ethylcloprostenolamide, Isopropyl Cloprostenate, Trifluoromethyl Dechloro Ethylprostenolamide, 17-Phenyl Trinor Prostaglandin E2 Serinol Amide, Methylamido Dihydro Noralfaprostal
  • DEA, MEA, TEA (triethanolamine) 
  • dihydroaceton (DHA)
  • EDTA
  • fenoksyetanol (Phenoxyethanol) 
  • filtry przenikające (Etylhexyl Methoxycinnamate (Octyl Methoxycinnamat), Benzophenone-3 - 4, Methylbenzylidene Camphor, Octyl Dimethyl PABA, Homosalate)
  • fluor (w wysokim stężeniu)
  • formaldehyd i pochodne formaldehydu oraz formaliny (Diazolidinyl Urea, Imidazolidinyl Urea, Benzylhemiformal, Bronopol, Bronidox, DMDM Hydantoin, Quaternium–15, Sodium Hydroxymethylglycinate)
  • ftalan (DEP, DEHP, DMP, BBP) - nie używać i nie wdychać!
  • glutation
  • heksachlorofen
  • hormony np. estradiol
  • hydrochinon
  • Izopropyl Palmitate
  • kwas hamusowy
  • kwas salicylowy i jego pochodne (Salicylic Acid), kwas glikolowy (Glicolic Acid), migdałowy (Mandelic Acid), azelainowy (Azelaic Acid), jabłkowy (Malic Acid), winowy (Tartaric Acid), cytrynowy (Citric Acid), mlekowy (Lactic Acid), kwas kojowy (Kojic Acid)
  • nutrikosmetyki (ze względu na możliwość przedawkowania witaminy A)
  • olej sojowy, wyciągi z soi 
  • olejki eteryczne (np. olejek z pietruszki, różany, lawendowy, rumiankowy, jaśminowy, szałwiowy, tymiankowy, olejek wintergreen (golteriowy))  
  • parabeny tj. Methylparaben, Ethylparaben, Isopropylparaben, Propylparaben, Butylparaben, Benzylparaben 
  • PEGi (Polyethylene Glycol, Propylene Glycol)
  • p-Fenylenodiamina (p-Phenylenediamine/PPD)
  • piżmo syntetyczne
  • poliakrylamid (Poliacrylamide)
  • rezorcyna 
  • silikony  
  • SLS i SLES
  • syntetyczne antyutleniacze (BHT, BHA) 
  • tetracyklina 
  • toluen
  • triklosan
  • witamina A, retinol, retinoidy, retinal, palmitynian, octan retinolu   

Substancje nie polecane i ich skutki uboczne dla kobiet w ciąży:

  • kofeina (może przyczynić się do powstawania żylaków)
  • kosmetyki przeciwtrądzikowe (mogą nasilić zmiany oraz powodować przebarwienia skóry)
  • kwasy owocowe AHA (mogą powodować podrażnienia skóry i przebarwienia)
  • olejek bergamotowy (przyczynia się do powstawania plam pigmentacyjnych, działa fototoksyczne na skórę)
  • substancje estrogenne np. olej sojowy, wyciągi z soi (mogą powodować przebarwienia skóry)
  • wosk do depilacji - tutaj chodzi o samą czynność (może przyczynić się do powstawania żylaków)
  • wyciąg z kasztanowca (może przyczynić się do powstawania żylaków) 

Grafika: Scoffer

środa, 10 stycznia 2018


Mówią, że śmiech to zdrowie. Najwyższy więc czas podleczyć skołatane nerwy końską dawką czystej radości. Oto 9 serialowych must watch, które powinien obejrzeć każdy kto:
a) ma choć odrobinę poczucia humoru,
b) umie rozpoznać ironię i sarkazm,
c) lubi abstrakcyjny i absurdalny humor sytuacyjny.

Na zachętę, a raczej jako wabik na potencjalnych amatorów specyficznego humoru, zamieszczam pod każdym plakatem kilka cytatów z rzeczonego serialu. Hmmm aby dać zadość wyszukiwarce Google, muszę zaznaczyć, że z dużym prawdopodobieństwem będą to najlepsze teksty z seriali (jeśli ktoś się z tym nie zgadza i ma własne propozycje, zachęcam do dodania stosownego komentarza).
Uwaga! Teksty z serialu "Ja się zastrzelę" zostały przetłumaczone przeze mnie. Jeśli kiedyś zdobędę oficjalną, polską wersję, wtedy podmienię.

1) Hoży doktorzy (Scrubs) (2001-2010)


Dobra, Nowy, jak to przyjąłeś? Tylko mi nie mów, że płakałeś, bo będę znowu musiał zabronić ci wstępu do męskiej ubikacji.

Właśnie się zastanawiałem czy jest coś co mogłoby zmienić mój ból głowy w mocną migrenę. I...
oto jesteś.

Morda w kubeł Anno-Mario Menopauzo. Na Boga, nie możemy przez Ciebie odebrać porodu, bo dziecko próbuje wspiąć się po pępowinie z powrotem do środka.

O mój Boże, tak mało mnie to obchodzi, że prawie zemdlałem.

Słuchaj, Superbabo. Połamie cię na tyle kawałeczków, że moja babcia, która układa 1000-częściowe puzzle przejrzyście błękitnego nieba w niecałą godzinę nie będzie w stanie pozbierać cię do kupy, nawet, jeśli cofnie się do czasu, gdy jeszcze widziała.

Bob! Kiedy usłyszałem, że jesteś na dachu, przypuściłem, że twoja misja na planecie Ziemia wreszcie dobiegła do końca, więc powiedz mi: Gdzie dokładnie jest twój statek-matka?

Oni cię nienawidzą, Bob. Nienawidzą cię całego, od kopyt po czubek wideł. Nienawidzą cię, dobry Boże, naprawdę cię nienawidzą.

Zastanawiam się.. Jak ty czeszesz włosy, że nie widać twoich rogów?

J.D: - Pieprzony kompleks niższości, Batmanie!
Jak niską muszę mieć samoocenę, że jestem pomocnikiem we własnej fantazji!
Turk: - Mogło być gorzej, Robinie. Mogłeś być Alfredem służącym.
J.D: - Niech cię diabli. Sir.

J.D: - Tak właściwie, to nie jest zwykły kask. To fryzurkask. Ma więcej miejsca, a dzięki temu nie popsujesz sobie fryzury.
Dr Cox: - Dość tego. Wypisuje ci receptę na jądra.

Elliot: - Doktorze Cox, czy ten odcień czerwieni sprawia, ze wyglądam jak klaun?
Dr Cox: - Nie, Barbie, nie... Sprawia, że wyglądasz jak dziwka obsługująca tylko klaunów.

J.D: – Poproszę Appletini.
Melody: – O! Fajny drink. Mają go w wersji hetero?
J.D: – Tak, ale mi nie smakował.

2) M*A*S*H (1972-1983)


Nikt nie wydobędzie ze mnie prawdy, gdyż nawet ja jej nie znam. Pracuję nad utrzymywaniem siebie w stanie permanentnej niewiedzy.

Nie udawaj przede mną idioty, bo jestem w tym lepszy niż ktokolwiek inny.

Sokole Oko (ze szklanką świeżo wypędzonego bimbru w dłoni): - 15 minut temu. To był bardzo dobry rocznik.

Ja wcale nie śpię. Przeprowadzam tylko inspekcję wewnętrznej strony moich powiek.

Rany, widząc, jak operujecie rannych... jak radzicie sobie z poparzonymi nogami, poszarpanymi brzuchami... jestem dumny za każdym razem, gdy wymiotuję...

Właśnie zepsułeś mi najgorszy dzień mojego życia.

Kiedy następnym razem będziemy pracować razem, to róbmy to osobno.

Frank: Każdy głupi to wie, nawet ja!

Sokole Oko po oblaniu wodą: - Wśród pcheł, które zabiliście były kobiety i dzieci.

Frank (wchodząc do namiotu): - Chlew, burdel!
Hawkeye: -Tutaj, sir!
Trapper: - Jestem!

Frank: - On jest... Chińczykiem.
Hawkeye: - Nie musisz szeptać, Frank. On wie, że jest Chińczykiem.

Hawkeye (do Margaret): - Wybacz, kotku.
Margaret: - Dla ciebie „majorze”.
Hawkeye: - Wybacz, majorze-kotku.

Radar: - Poczta przyszła. Hawkeye. Trapper.
Trapper: - Nie mam ochoty na pocztę.
Hawkeye: - Dalej, otwórz list. Drugi raz nie mogą cię powołać.

Henry: - Pierce, boisz się?
Hawkeye: - Nie gadaj głupot. Jestem zbyt przerażony, by się bać.

Margaret: - Jest pan pijany!
Henry (bełkocząc): - To wstrętne kłamstwo. I wniosę oskarżenie. Jak tylko wytrzeźwieję.

Sokole Oko: - Czy on wygląda jak łasica?
Trapper: - Kto?
Sokole Oko: - Łasicogęby!

Pielęgniarka: - Nie umawiam się z żonatymi mężczyznami.
Henry: - Ja też nie.

Sokole Oko: - Panowie, on musi odejść. Albo on albo my.
Trapper: - Jak to zrobimy? Zastrzelimy go?
Jones: - Zasztyletujemy.
Trapper: - Otrujemy.
Sokole Oko: - Nie, nie. Musimy to przemyśleć. Musimy ostrożnie, rozsądnie i mądrze się nad tym zastanowić.
Trapper: - Dobra.
Sokole Oko: - A potem zastrzelimy go, zasztyletujemy i otrujemy.

Potter: Pijaństwo i zakłócanie spokoju... Radar, przecież ty nigdy dotąd się nie upiłeś.
Radar: I to zakłócało mój spokój.

Radar: - To jagniątko... co z nim zrobią?
Sokole Oko: - Jak znam kucharza to gulasz wieprzowy.

3) Dr. House (2004-2012)

Myślę, że twoja żona ma chorobę Schoenleina-Henocha. Zapalenie naczyń mogło spowodować zmiany i stany zapalne w organizmie. To dość straszna choroba, co tłumaczy nazwanie jej nazwiskiem Niemca. Właściwie dwóch Niemców. 

Dobra kawa jest tańsza niż Prozac.

Kwadrat jest lepszy, bo jeżeli 2 osoby zrezygnują to zawsze można uprawiać seks.

Czy to Cuddy? Hmmm... Ma jej cycki.

Badania przeprowadzane w największych szpitalach dowodzą, że szczęśliwi pacjenci szybciej dochodzą do zdrowia. Badania przeprowadzone na moim wydziale dowodzą, że telewizja uszczęśliwia. Najlepszy efekt odnoszą kanały premium.

Albo się załamała pod batem szefowej, albo zdała sobie sprawę, że zgodnie z ewolucją powinna mężczyzn podniecać, a nie kastrować.

Dr House do Dr Wilsona: - Chwileczkę, nie chodzi tu tylko o seks. Podoba ci się jej osobowość. Lubisz to, że nie zwraca uwagi na innych, rozpycha się łokciami i nie obawia się konsekwencji. Lubisz, kiedy kogoś upokarza, jeśli to przynosi korzyści… [Otwiera szeroko oczy] Mój Boże! Ty sypiasz ze mną!

Infekcja lub czynnik środowiskowy. Pasożyt, wirus, bakteria, grzyb, toksyna środek chemiczny lub porno w internecie. Ja sprawdzę internet. Wy resztę.

Mogę być twoim zmyślonym przyjacielem?

Nie chcę źle mówić o koledze, zwłaszcza że to tępy pijak.

Sukcesy trwają, dopóki ich ktoś nie spieprzy. Porażki są wieczne.

Szukam zebry, bo inni lekarze wykluczyli konie.

Wiesz, co jest dziwniejsze? Że inni ludzie przede wszystkim są monogamistami. Żaden inny gatunek na planecie nie łączy się w pary na całe życie, a jeśli chcesz przywołać łabędzie, to one też zdradzają, jak cała reszta. Tylko mają lepszy PR niż króliki.

Wdowa nie chce się zgodzić? Poślij Formana, starsi ludzie boją się czarnych.

Podstawowa prawda o ludziach jest taka że wszyscy kłamią, jedyna zmienna to to w jakiej sprawie.

Dr Wilson: - Wiesz, w niektórych kulturach szpiegowanie przyjaciół uchodzi za niegrzeczne. Oczywiście po szwedzku słowo 'przyjaciel' może być również tłumaczone jako: 'kulejący idiota'.

To moja nowa laska. Wyszczupla mnie, bo jest pionowa.

Niech Wilson z nim pogada. Zabija na prawo i lewo, a nikt go nie pozywa.

Dr House [rozmawia przez telefon]: - Moim zdaniem doktor Sebastian Charles to kretyn! Tak możecie mnie zacytować... moje nazwisko: C-U-D-D-Y.

Jeśli rozmawiasz z Bogiem, jesteś religijny. Kiedy Bóg przemawia do ciebie, jesteś chory psychicznie.

Dr House: - Cenisz naszą przyjaźń ponad odpowiedzialność etyczną.
Dr Wilson: - Nasza przyjaźń jest odpowiedzialnością etyczną.

Pacjent: - Czuję [tętno].
Dr House: - Zacznij liczyć. (po kilku sekundach) Ile?
Pacjent: - 26.
Dr House: - Wow! Albo nie umiesz liczyć, albo umrzesz za dwie sekundy. (Przygląda się przez chwilę pacjentowi). Nie umiesz liczyć.

Dr Wilson: - Czy zawsze, kiedy biorę coś do jedzenia, zapala się jakieś światełko?
Dr House: - Zielone na jedzenie, pomarańczowe na napoje, czerwone na kosmate myśli. To ostatnie światełko pali się od dwóch tygodni.

Dr House: - Dlaczego chcesz, żebym to ja leczył tego gościa?
Dr Wilson: - Ciśnienie krwi nie odpowiada poziomowi jej krzepliwości.
Dr House: - Nie, nie pytałem cię, w jaki sposób zamierzasz wciągnąć mnie w leczenie tego pacjenta. Zapytałem, dlaczego to właśnie ty to robisz.
Dr Wilson: - Jest chory, wzrusza mnie.
Dr House: - Na świecie jest prawie miliard chorych ludzi, dlaczego akurat on?
Dr Wilson: - Ponieważ akurat ten leży na naszym oddziale ratunkowym.
Dr House: - Aaa, więc to kwestia odległości. Jak ktoś zachoruje na klatce schodowej, to też powinniśmy się nim zająć.
Dr Wilson: - Owszem, ale sprawdziłem klatkę schodową i nikogo tam nie ma.
Dr House: - Dobra, bierzemy się za gościa z oddziału ratunkowego.
Dr Wilson: - Chwila, dlaczego tak łatwo mi poszło?
Dr House: - Wiesz, dlaczego.
Dr Wilson: - Bo ciśnienie krwi nie odpowiada poziomowi jej krzepliwości?
Dr House: - Tak, to trochę dziwne.

Dr Sebastian Charles: - Gruźlica to moja choroba.
Dr House: - Masz ją na własność? Szkoda, że przegapiłem przetarg na chorobę denga.

Dr Cuddy: - Jesteś pewien, że ona nie chce zaciągnąć cię do swego legowiska, powiesić do góry nogami i złożyć w tobie jaj?
Dr Wilson: - Świetne przebranie, House.

Dr Cameron (o pacjentce): - Mamy krwawienie z odbytu.
Dr House: - Wszyscy?

Dr House: - Przyprowadziłeś chłopaka?
Dr Chase: - Uznał, że to dobry pomysł.
Dr Wilson: - Musisz wrócić do gry.
Dr House: - Na naszym boisku? Do baru zabiera się brzydkich kumpli.
Dr Chase: - To nie konkurs piękności.
Dr House: - Życie nim jest. Dziewczynki marzą, aby całowane żaby zmieniały się w ciebie.
Dr Chase: - Nie wyglądam, aż tak dobrze?
Dr Wilson: - Trochę tak.
Dr Chase: - Każdy mój związek zawdzięczam układowi kości twarzy?
Dr Wilson: - Tylko początki związków.
Dr House: - Resztę zawdzięczasz włosom.
Dr Chase: - Kobiety nie przejmują się wyglądem tak jak my.
Dr House: - Chcesz się założyć? Mów, że jesteś bezrobotny i nie dokładnie rozumiesz co do ciebie mówią. Odpuść też z akcentem. Stawiam stówę, że i tak wyjdziesz z listą kilkunastu chętnych.

Dr Foreman: - Saturacja w normie.
Dr House: - Zmieniła się o jeden procent.
Dr Foreman: - Mieści się w normie. To normalne.
Dr House: - Gdyby jej DNA zmieniło się o jeden procent, byłaby delfinem.

Dr Chase: - Tu jest małe wygięcie. Łuk do góry.
Dr House: - Zgadujesz?
Dr Chase: - Tak.
Dr House: - Szkoda, bo masz rację.
Dr Foreman: - Pewnie się tylko poruszył. Nikt nie leży całkiem nieruchomo przez cały rezonans.
Dr House: - Tak, na pewno się zniecierpliwił i przesunął jedną półkulę mózgową do bardziej wygodnej pozycji.

4) Świat według Ludwiczka (Life with Louie) (1995-1998)


W czasie wojny zostałem postrzelony 13 razy. 13 razy w tył głowy! Kiedy piłem wodę mogłem podlewać trawnik!

Była… była… nigdy nie opuściła żadnego posiłku. Nie! Łatwiej byłoby mi napisać mowę pożegnalną dla Stalina!

Gwiazdka? Dawniej byliśmy za biedni, żeby kupować sobie prezenty. Dawaliśmy sobie ból głowy.

Kiedy byłem mały nie miałem stojaka, musiałem sam trzymać choinkę!

Kiedyś, jak byliśmy na wojnie, to dzień w dzień jedliśmy śnieg. Czasami od święta jedliśmy też kapuśniaczek. Później okazało się, że śnieg i kapuśniaczek smakują tak samo. O mało nie doszło do buntu.

Ludwiczek: - Mogę babeczkę?
Ora: - Oczywiście.
Andy: - Chwileczkę, która to już będzie? Trzecia?!
Ora: - Ależ Andy, przecież dziecko rośnie.
Andy: - Wiem, że dziecko rośnie, ale nie musi cały urosnąć jednego dnia!

Babcia: - Andersonowie na pierwszym miejscu. Myślałam, że nie dożyję tego dnia.
Andy: - Obiecanki cacanki.
Babcia: - Przeziębię się na twoim pogrzebie.
Andy: - Jasne, przeżyjesz całą rasę ludzką.

Ludwiczek: - Tato, to musztarda!
Andy: - Tak, synu. Wiesz, to jest lodówka i można w niej znaleźć wiele ciekawych rzeczy.
Ludwiczek: - Mówiłem o twojej górnej wardze. Myślałem, że naprawiasz lodówkę.
Andy: - Dobra, naprawiam też swój ząb trzonowy. Pomożesz mi. Masz, potrzymaj latarkę. Kiedy byłem w twoim wieku, nie mieliśmy latarek. Musiałem nakierowywać światło za pomocą luster! Tak pomagałem ojcu!
Ludwiczek: - Kiedy robił rysunki w jaskiniach?

Ludwiczek: - Co ty robisz?
Andy leżąc pod lodówką: - Układam mięso w porządku alfabetycznym, a myślałeś, że co?

Andy: - Ludwiczku, znowu nie możesz strawić pulpetów mamy? Rób to co ja. Połykaj kawałki w całości jak pies. Dzięki temu nie czuje się smaku.
Ludwiczek: - Dzięki, tato.
Ora: - Kolacja! Pulpety!

Andy: Hamulce? Nie bierz mnie na hamulce. Stanowczo za wrażliwe. Tylko ich dotkniesz, a samochód już piszczy i staje.
Ludwiczek: - Masz racje, tato. Co to za frajda mieć samochód, który staje kiedy hamujesz. To zabija całą radość prowadzenia.
Andy: - Masz rację.

Ludwiczek: - Tato. Jestem uczulony na dużą grupę pokarmów. Na ziarno!
Andy: - Uczulony na jedzenie!? Wiedziałem! Teraz wszystkich ich pozwę!
Ludwiczek: - Masz na myśli pizzerię?
Andy: - Nie! Rodzinę ze strony twojej matki. Oni są uczuleni na wszystko. Ale nie martw się: uczulenie kształtuje charakter. Spójrz na mnie.
Ludwiczek: - A ty na co jesteś uczulony?
Andy: - Wyłącznie na głupie pytania.

5) Rick i Morty (Rick and Morty) (2013-) 

To tak jakby słowo na "d" i na "ch" miały dziecko, które było wychowywane przez wszystkie złe słowa na żydów.

To było bardzo smaczne śniadanie Beth. Wycisnęłaś z tych jajek ile się dało. Szkoda, że Twoja matka nie mogła ich zjeść.

Masz Morty, schowaj to, to kwitek na twojego tatę. Jeśli go zgubisz to nie będziemy mogli go odebrać.

6) Futurama: Przygody Fry'a w kosmosie (Futurama) (1999-2013)


Bycie robotem jest świetne, ale my nie odczuwamy emocji i czasami jest mi przez to bardzo smutno.

Jestem chirurgiem, jak widzę ciało w dwóch częściach, to je zszywam i patrzę, co wyszło.

To było tak beznadziejne że chyba dostałem raka.

Przerażenie zastąpione przez ostrożny optymizm.

Jeden kilogram czarnej materii waży 3 tony.

Fry: - Bender! Myślałem, że Mafia Robotów cię zabiła.
Bender: - Nie, rozstrzelali nas i pochowali parę razy jako ostrzeżenie.

Lekarka: - Sir. Nie trzeba się rozbierać.
Prof. Farnsworth: - Gadasz jak mój instruktor tenisa!

Leela: - Fry marnujesz czas siedząc przed telewizorem. Powinieneś wyjść i zobaczyć prawdziwy świat.
Fry: - Ale to jest telewizja HD. Ma lepszą rozdzielczość niż prawdziwy świat.

Lucy Liu (robot): - Jestes słodki.
Fry: - Nie, to ty jesteś słodka.
Lucy Liu (robot): - Nie, ty.
Fry: - Nie, ty.
Lucy Liu (robot): - Nie, ty.
Fry: - Nie, ty.
Lucy Liu (robot): - Nie, ty.
Fry: - Nie, ty.
Lucy Liu (robot): - Nie, ty.
Fry: - Nie, ty.
Bender: - Och, nie. Ona utknęła w niekończącej się pętli, a on jest idiotą.
Prof. Farnsworth: - Cóż, tak wygląda miłość.

7) Pingwiny z Madagaskaru (The Penguins of Madagascar) (2008-2013)


Cukier idzie do mózgu? Co ten szef opowiada? Objadłem się cukrem i nic mi nie jest! Jedzie straż! Ha, jestem piratem! Rany, jedzie stonoga! Ciekawe, ile waży księżyc? Jaki dzień dziś? Marzec! Ale fajny cukier…

Szeregowy, za chwilę zobaczycie coś, co za chwilę zobaczycie.

Biorę na siebie całą odpowiedzialność. Powiedzmy, dziewięćdziesiąt procent.

Bóg zapłać, pradawni bogowie! 

Julian: - I co? Odkleili się od nas? Mów mi, że tak.
Maurice: - OK, tak.
Julian: - Taaak! Zaraz, Maurice, czy ty mi aby po prostu nie mówisz tego, co chciałbym usłyszeć?
Maurice: - Tak.
Julian: - Taaak! Zaraz, nie!

Kowalski: - I właśnie tak regulujemy temperaturę naszej wody pitnej.
Skipper: - Bo Szeregowy ma wrażliwe gardziołko.
Szeregowy: - Och, jak pan mógł mnie tak obnażyć, szefie!
Skipper: - Zresztą jak widać, nie tylko gardziołko.

Skipper: - Kowalski, jak sytuacja?
Kowalski: - Aktualnie losowo wciskam guziki, bo nie mam niestety kontroli nad statkiem.
Skipper: - A ja też mogę? Bo zawsze chciałem.

Skipper: - Nie udawaj głupiego, ogoniasty!
Julian: - A jeśli nie udaję?

Maurice: - No... a masz jakiś plan?
Julian: - Lepiej! Mam urok osobisty.

Skipper wchodzi do bazy ciągnąc za sobą worek, w którym jest schowany Kowalski z przyszłości: - O, dzień dobry, panowie! Cześć, co tam słychać u was, co?
Szeregowy: - Ej, szefie, a co jest w worze?
Skipper: - A pranie! Bo co? Porządny pingwin już nie może oddać rzeczy do prania?
Szeregowy: - Nie no, może, tylko że my nie nosimy ubrań.
Skipper: - No nie, oczywiście. Dlatego, że są brudne!

Skipper: - Szeregowy, ale wy wiecie, jak to jest z koalami, prawda?
Szeregowy: - Poza tym, że mają miękkie futerko? Nie.
Skipper: - Ja też nie. Kowalski! Olśnijcie nas!
Kowalski: - Koala. Nadrzewny torbacz, nocny tryb życia.
Skipper: - I co to dla nas, powiedzcie, oznacza?
Kowalski: - Żywią się liśćmi, noszą dzieci w torbach i śpią cały dzień.
Skipper: - Aaa… Czyli hippisi.

8) Trzecia planeta od słońca (3rd Rock from the Sun) (1996-2001) 


Wszystkiego dobrego! Wyglądasz jak milion dolarów... stary i pomarszczony. 

Myślałem, że prawda to potęga, ale kłamstwo jest większe.

Moje ciało to tylko nośnik umysłu.

Koniec zajęć. Postarzeliście się o 55 minut.

Seks wszystko naprawia. Jest jak klej.

Kobiety. Trudno z nimi żyć, a przecież są wszędzie.

Dezodoranty są do kitu, kończą się, zanim dojdę do stóp.

Ziemia składa się w 2/3 z wody. Jak tania whisky na kiepskim weselu.

Dick Solomon do dentysty: - Jest pan zuchwały jak na faceta w papierowym płaszczyku.

Dick Solomon otwierając drzwi samochodu przed Sally: - Mężczyźni tak robią. Widocznie kobiety nie potrafią obsługiwać drzwi...

Dick Solomon do stewardessy: - Podniebna kelnerko!

Tommy Solomon o córce sąsiada: - To zdecydowany tryumf aerobiku nad genetyką.

Sally Solomon o płaczu: - Chyba przeciekam!

Sally Solomon o futbolu: - Chcą zabić tego, który ma piłkę.

Dick: - Dlaczego Ty tak nie wyglądasz?
Sally: - Bo ona używa produktów, które nawilżają skórę i wywołują pustkę w oczach.
Dick: - Kup je!
Tommy: - Większość dziewcząt pachnie ładniej od ciebie.
Sally: - Skoro mam zgłębić kobiecość kupię sobie mydło. Ale nie dlatego, że chcę ładnie pachnieć!

Dick: - Dowiedz się, co robią tutejsze kobiety.
Sally: - Czemu nie Harry?
Dick: - Bo to ty jesteś kobietą.
Sally: - Właśnie, dlaczego ja?
Dick: - Bo przegrałaś.

Mary: - Kiedy faceci osiągają dojrzałość?
Nina: - Pół roku po śmierci.

Harry: - Nie widzę przez te powieki!
Sally: - Podnieś je!
Harry: - O! Są półautomatyczne!

Nina: - Papierosy zabierają 10 lat życia.
Dick: - Ale tych ostatnich, one nie są satysfakcjonujące.

Dick przymierzając spodnie: - Pasują. Wygrałem wojnę.
Harry: - Wspaniale, Dick. Schudłeś?
Dick: - Lepiej. Kupiłem większe spodnie.

9) Ja się zastrzelę (Just Shoot Me!) (1997-2003)


Nina Van Horn: - Bez urazy, ale czy nie sądzisz, że pokazy kotów są odrobinę geekowskie?
Dennis Finch: - Geekowskie? Pozwól, że opowiem ci trochę o historii. Egipscy faraoni czcili koty, byli fajni. MacGyver miał koty, był fajny. I czy muszę ci przypominać o najdłużej trwającym show na Broadwayu?
Nina Van Horn: - Chippendales?

Dennis: - Ooh, erotyczny sen. Byłem w nim?
Maya: - Nieobecny.

Nina Van Horn: - Kiedy przyznasz się jej do swojej kolekcji figurek?
Dennis Finch: - Uh, w dniu, w którym oficjalnie skończysz czterdzieści.
Nina Van Horn: - Siedem lat to długi okres czasu, mój przyjacielu.

Karen: - Chcesz omlet?
Nina Van Horn: - Pewnie. Wrzuć go do szklanki Martini z ginem i bez jaj.

[Nina pokryta jest złotą farbą do ciała]
Nina: - I na co się gapisz?
[Dennis przysuwa się do niej i obejmuje ją jedną ręką w pasie]
Dennis: - Chciałbym podziękować Akademii. Umm.. [ociera wyimaginowane łzy]. Obiecałem sobie, że nie będę płakać.
Nina: - Skończyłeś już?
Dennis: - Wolny Tybet!

Plakaty zostały pobrane ze strony: www.filmweb.pl

sobota, 9 września 2017


Większość wypadków z udziałem motocykli powodują kierowcy samochodów, fakt. Jednak motocykliści często są w stanie przewidzieć zagrożenie i wyjść bez szwanku z niebezpiecznej sytuacji, kolejny fakt. Nie wszystko zależy więc od szczęścia. Ważna jest spostrzegawczość, koncentracja i prawidłowa ocena zachowania kierowcy. Twoje życie i zdrowie zależy od tego czy jesteś w stanie przewidzieć i odpowiednio szybko zareagować na niebezpieczne sytuacje. Jakich zachowań może spodziewać się motocyklista? To zależy z jakim typem kierowcy mamy do czynienia: neutralnym, życzliwym czy agresywnym.

Typ neutralny - motocykle są mu zupełnie obojętne. Kierowcy neutralni ani nie ułatwiają ani specjalnie nie utrudniają nam jazdy. 
Zagrożenie stwarzają wówczas, gdy zbyt niefrasobliwie podchodzą do tego, co dzieje się na drodze. Nie patrzą w lusterka przy zmianie pasa ruchu; kierunkowskazu nie włączają wcale bądź włączają, ale zbyt późno;  przez roztargnienie lub nieuwagę wymuszają pierwszeństwo, a czasem się zagapią i zajadą nam drogę. Oczywiście wszystko nieumyślnie. Najczęściej tłumaczą się, że nie widzieli motocykla albo że wydawało im się, że zdążą przejechać i po prostu źle ocenili prędkość pojazdu. To najczęściej spotykany typ na polskich drogach. Jego najgorsza odmiana to niedzielny kierowca.

Typ życzliwy - sympatyk motocykli i motocyklistów. Najczęściej sam jest szczęśliwym posiadaczem 2oo bądź ma taką osobę w rodzinie lub w gronie przyjaciół. Może to być też osoba uświadomiona np. poprzez kampanie społeczne bądź popularne filmy na YouTube z zakresu bezpiecznej jazdy na motocyklu.
To dobra dusza, która ułatwia motocykliście przejazd np. robiąc mu miejsce podczas jazdy w korku (pamiętaj, żeby zawsze podziękować za taki gest!).


Typ agresywny - to typ kierowcy, który szczerze nienawidzi motocyklistów. Jest złośliwy, bezmyślny i arogancki. Stwarza śmiertelnie niebezpieczne sytuacje, często trudne do przewidzenia. Najlepiej omijać go szerokim łukiem!
Już sam widok motocykla podnosi mu adrenalinę i budzi negatywne emocje. Często wbrew zdrowemu rozsądkowi, typ agresywny zajeżdża motocykliście drogę, gwałtownie przed nim hamuje, a nawet spycha z pasa. Natomiast podczas stania w korku potrafi tak się ustawić, by motocykl nie mógł przejechać. Kieruje się zasadą, że "skoro ja muszę stać, niech durny dawca organów też stoi". Nie wiadomo co sprawiło, że kierowca stał się typem agresywnym. Może to zwykła zazdrość albo czysta ludzka złośliwość? A może konsekwencja jakiegoś wydarzenia z przeszłości? Może ktoś mu urwał lusterko? Przecież wśród motocyklistów też są bezmyślni ludzie, którzy zachowują się jakby czegoś im brakowało. W każdym razie lepiej nie zadzierać z typem agresywnym i po prostu zjechać mu z drogi. Tych kierowców na szczęście jest mało, lecz wystarczy tylko jeden na drodze, by zmienić nasze życie w piekło.

      Dla własnego bezpieczeństwa lepiej mieć ograniczone zaufanie do innych użytkowników dróg, bo nigdy nie wiadomo jaki typ kierowcy nam się trafi. Najlepiej więc nie ufać nikomu i zakładać, że wszyscy kierowcy to typy niefrasobliwie neutralne. Lepiej być zbyt ostrożnym niż zbyt martwym...
LwG!





sobota, 26 sierpnia 2017

Przychodzisz do domu i serce zamiera Ci w piersi. Otwarte drzwi, wyłamany zamek, wybite okno, a w mieszkaniu armagedon. Stało się! Padłeś ofiarą włamywaczy. Okradli Cię z pieniędzy, biżuterii, elektroniki i innego wartościowego sprzętu, na który tak ciężko pracowałeś. Jeszcze nie wierzysz, że to się stało. Targają Tobą sprzeczne i bardzo silne emocje. Najgorzej jednak, gdy okaże się, że złodzieje zabrali rodzinną biżuterię - bezcenny skarb przekazywany z pokolenia na pokolenie. I nagle okaże się, że oprócz kosztowności straciłeś związane z nimi wspomnienia, a co gorsze możliwość kultywowania rodzinnej tradycji... Pierścionek zaręczynowy prababki, który miałeś dać swojej przyszłej żonie, ślubne obrączki dziadków, złoty medalion od chrzestnej, srebrny kieszonkowy zegarek przekazywany z ojca na syna czy też prezent ślubny babci - złote carskie ruble. Wszystko przepadło...
      Nie masz zdjęć, certyfikatu ani dowodu zakupu. Podałeś policji opis skradzionych przedmiotów, jednak Twoja pamięć fotograficzna nie jest najlepsza. Z wyceną też nie poszło najlepiej: nie wiesz czy złoty medalion miał 9 czy 14 karatów, ani jaki kamień szlachetny zdobił pierścionek zaręczynowy Twojej prababki. Jesteś wściekły na swoją ignorancję i niezapobiegliwość. Gdybyś tylko mógł cofnąć się w czasie...
STOP!
      Koniec biadolenia. Może i nie uda Ci się zapobiec samej kradzieży, ale możesz zrobić coś, dzięki czemu będziesz miał szansę odzyskać swoje dobra materialne. Dlatego teraz odpowiem na jedno, ale za to niezwykle ważne pytanie:

Co zrobić, by zwiększyć swoje szanse na odzyskanie skradzionego przedmiotu?

      Odpowiedź jest banalnie prosta: zdjęcia. Musisz zrobić zdjęcia wszystkich swoich najcenniejszych rzeczy. Pamiętaj, by podczas przygotowywania dokumentacji fotograficznej skupić się na detalach.  Zrób zbliżenie na charakterystyczne rysy, które pozwolą rozpoznać dany przedmiot wśród tysiąca podobnych (zwłaszcza jeśli chodzi o obrączki, łańcuszki i tego typu przedmioty, które trudno od siebie odróżnić na pierwszy rzut oka). Tak naprawdę, każdy przedmiot jest jedyny w swoim rodzaju, o ile poświęci się mu wystarczająco dużo uwagi.
      Po zrobieniu zdjęć, skup się na jak najbardziej szczegółowym i fachowym opisie przedmiotów. Wykorzystaj do tego dane z certyfikatów, instrukcji obsługi, opakowań, dowodów zakupu, a jeśli nie posiadasz żadnego z powyższych z pomocą przyjdzie Ci internet i dobra lupa. Jeśli przedmiot posiada numer seryjny koniecznie go zapisz bądź zrób zdjęcie. Natomiast jeśli chodzi o precjoza to warto skorzystać z pomocy rzeczoznawcy, który wystawi certyfikat i podejmie się wyceny. Być może okaże się, że posiadasz niezwykle cenny egzemplarz, który wymaga szczególnej opieki i dodatkowych zabezpieczeń przed złodziejami?
      Gdy Twój folder będzie zawierał zarówno zdjęcia jak i opisy, wówczas zgraj go na dwa dowolne nośniki danych, które przeznaczysz tylko do tego celu (nie zapomnij potem usunąć danych z komputera). Następnie dobrze się zastanów, gdzie je schowasz (pamiętaj by nie trzymać w tym samym miejscu biżuterii, certyfikatów i nośnika danych!). Jedną kopię ukryj w jakimś mało podejrzanym miejscu u siebie w domu, drugą zaś u rodziców, dziadków, rodzeństwa lub u bardzo zaufanych przyjaciół. Odradzam natomiast powierzanie tak ważnej dokumentacji znajomym. To musi być osoba zaufana, co do której masz pewność, że zależy jej na Twoim szczęściu i która pod wpływem alkoholu nie wygada się o Twoich kosztownościach.

Pamiętaj, by nie chwalić się swoim bogactwem

      Im mniej osób będzie wiedziało co masz w domu, tym lepiej dla Ciebie. Nie chwal się swoim bogactwem, nigdy nie wiesz kto Cię słucha i obserwuje. Niestety, żyjemy w takich czasach, w których nikomu nie można ufać. Co więcej, niewiele osób potrafi się szczerze cieszyć z czyjegoś sukcesu, zwłaszcza jeśli ten sukces ma aspekt czysto materialny. Jesteśmy narodem wyjątkowo zawistnym, jeśli chodzi o kwestie finansowe, dlatego uważaj co mówisz, do kogo i gdzie. Nie wiesz do kogo później trafi ta informacja i jak ją wykorzysta. Pamiętaj: przezorny zawsze ubezpieczony.

Jeśli jesteś w stanie przedstawić policji pełną dokumentację skradzionych przedmiotów to:

Po pierwsze - jesteś wiarygodny. Bo niby jak chcesz udowodnić, że faktycznie coś Ci zginęło? Policja wierzy Ci na słowo, bo nie ma innego wyjścia. Do tego co mówisz musi jednak podchodzić sceptycznie i brać pod uwagę to, że próbujesz wykorzystać sytuację z powodu, no właśnie, braku dowodów.
Po drugie - usprawniasz działanie policji. Nie będą tracić czasu na wizualizację skradzionych przedmiotów. A im szybciej zaczną działać, tym lepiej dla Ciebie. Zwłaszcza jeśli chodzi o biżuterię, która w większości przypadków od razu trafia na przetop - by temu zapobiec trzeba działać szybko i sprawnie.
Po trzecie - łatwiej będzie rozpoznać Twoją własność. Jeśli Twoja biżuteria odnajdzie się u jubilera, w lombardzie, na aukcjach internetowych czy na targach staroci - nikt nie będzie miał wątpliwości, że jesteś jej prawowitym właścicielem.


Grafika: Obraz OpenClipart-Vectors z Pixabay
Zdjęcie: Obraz nile z Pixabay




sobota, 8 lipca 2017

"Staram się rozmawiać z ludźmi w sposób bezpośredni, nie robię niczego podstępem, chcę im pomóc, a nie pogrążyć" - mówi fotograf Tadeusz Późniak

     Tadeusz Późniak z wykształcenia dziennikarz, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego, od ponad 35 lat jest fotoreporterem tygodnika "Polityka". Wieloletni członek Związku Polskich Artystów Fotografików, kilkukrotny laureat konkursów fotograficznych. Specjalista w portrecie prasowym, który hobbystycznie zajmuje się fotografią turystyczną. 

Jak fotoreporter radzi sobie z uzyskaniem zezwolenia na publikację zdjęcia?

     Ostatnio popadliśmy, mówiąc kolokwialnie, w lekką paranoję. Ponieważ żąda się w sytuacjach trudnych, czyli poza rozmową oficjalną, aby od osoby którą fotografuję uzyskać pisemną zgodę na publikację. W redakcji mamy nawet gotowe druki, na których "model" ma się tylko podpisać. Jednak, gdy nie dotyczy to osób publicznych, tylko prywatnych to każdy się do tego zniechęca i stara się pozbyć kłopotu jakim w danej chwili jest fotoreporter. W takiej sytuacji osoba prywatna często w ogóle nie pozwala na zrobienie sesji. Dlatego trochę ryzykujemy i nie bierzemy tych oświadczeń na piśmie.

     Kiedyś fotografowałem temat "Wychowanie poprzez sztukę". Zdjęcia robiłem w więzieniach. Udało mi się dostać do naprawdę ciężkiego i pilnie strzeżonego zakładu, gdzie przebywali poważni już recydywiści. Dlaczego wybrałem akurat takie miejsce? Ponieważ tamtejsi więźniowie produkowali tam misie, zabawki na choinkę i inne rzeczy, które zupełnie nie pasowały do ich straszliwego wyglądu i do przestępstw, za które odsiadywali karę. Zrobiłem im zdjęcia, prawie się z nimi zaprzyjaźniłem (bo taki jest mój styl fotografowania), dostałem nawet od nich zabawki dla moich dzieci, na pamiątkę. Myślałem więc, że wszystko jest w porządku.
Ukazało się zdjęcie w "Polityce", a ja po jakimś czasie dostaję wezwanie od prokuratora. Okazało się, że więźniowie oskarżyli mnie o zrobienie im zdjęć bez ich zgody. Co oczywiście jest absurdem, bo dostać się do ciężkiego więzienia, do celi z 4-6 recydywistami i zrobić im zdjęcie bez ich zgody, to oczywiście absurd. I tak też tłumaczyłem się prokuratorowi, który oczywiście umorzył postępowanie.  Miałem jeszcze kilka takich przypadków, ale na szczęście nie było ich dużo. Staram się rozmawiać z ludźmi w sposób bezpośredni, nie robię niczego podstępem, chcę im pomóc, a nie pogrążyć. I to jest chyba złoty środek.   

Czy można założyć, że gdy osoba, którą fotografujemy patrzy na nas i ma świadomość tego, że jest fotografowana to tym samym wyraża zgodę na zrobienie zdjęcia?

      Ktoś może powiedzieć "proszę mnie nie fotografować" to znaczy, że w ogóle nie życzy sobie aktu fotografowania. Taką osobę z reguły nie interesuje co się z tym zdjęciem stanie później i oczywiście ma do tego prawo. To jest pierwszy stopień. Następny to "nie zgadzam się na publikację" albo "a gdzie i do czego chce to pan wykorzystać?", wówczas trzeba wytłumaczyć. No i wtedy ostatecznie otrzymamy zgodę albo i nie. Jest to jednak rzecz do pewnej negocjacji.
     Natomiast są sytuacje w których fotografowanie w miejscach publicznych jest dozwolone: gdy osoby, które się tam pojawiają (mówię o osobach publicznych) przewidują, że będą fotografowane. Jednak jeśli np. pobiegnę za marszałkiem sejmu do toalety i tam będę chciał zrobić mu zdjęcie, to wtedy ta zgoda jest nieważna, ponieważ osoba publiczna stała się w tym momencie osobą prywatną. Osobę publiczną można więc fotografować tylko i wyłącznie w miejscach publicznych, związanych z jej funkcją. Na ulicy, w sklepie, w kawiarni człowiek ten jest już osobą prywatną i należy poprosić o zgodę.

Jak zacząć? 

     Zagadać, uśmiechnąć się, nawiązać do wyjątkowo ładnego oświetlenia czy scenografii. Najpierw pozyskać osobę, potem prosić o zgodę. Fotografia jest sztuką uwodzenia. Mówię to oczywiście w szerokim kontekście, chodzi tu o uwiedzenie w sensie pozyskania sympatii, aprobaty. Ja zdecydowanie wolę reportaż uczestniczący, nie jestem paparazzi. Zaprzyjaźniam się z ludźmi, których chcę sfotografować. Wypiję z nimi piwo i wtedy robią rzeczy, których nigdy by nie zrobili, gdybym ich do siebie nie przekonał.

Czy wystarczy zgoda ustna czy musi być pisemna?

     Teoretycznie redakcja wymaga ode mnie tej drugiej, jednak tylko dwa razy prosiłem o zgodę na papierze. W pozostałych przypadkach albo mam świadków, że taka zgoda została wyrażona albo jest to forma półurzędowa tak jak w przypadku tych więźniów. Wtedy, aby dostać się do celi potrzebowałem najpierw zgody naczelnika więzienia na samo wejście, a potem byłem eskortowany przez strażnika i kilka innych osób, dlatego też uznałem że nie muszę brać od więźniów zgody na piśmie.
     Reasumując, według prawa fotograf powinien otrzymać zgodę na publikację zdjęcia. Jednak jeśli mogę coś doradzić to proponuję starać się o zgodę na końcu, bo człowiek, kiedy ma coś podpisać, aż cały się "jeży". Zachowuje się tak jakbyśmy mu dawali do podpisania jakiś rodzaj cyrografu, myśli, że to może jakiś podstęp albo że ktoś potem niecnie wykorzysta ich zdjęcie. Dlatego o zgodę na publikację prosimy na samym końcu.

Zdjęcie przedstawia pana Tadeusza Późniaka.
Wywiad przeprowadził i zdjęcie wykonał: Scoffer




sobota, 20 maja 2017

Jak rozpoznać czy malarz kiedykolwiek widział prawdziwe gronostajowe futro i czy osoba utrwalona na płótnie była naprawdę bogata czy tylko taką udawała?

Po pierwsze należy wyjaśnić dlaczego płaszcz z gronostaja był elementem ubioru tak pożądanym. Powód był bardzo prosty: futro z gronostaja symbolizowało władzę i bogactwo. Mogła go nosić tylko rodzina królewska, najważniejsi dostojnicy oraz bogata szlachta. Współcześnie noszą go rektorzy wyższych uczelni i to tylko na oficjalnych uroczystościach (coraz częściej jest to jednak sztuczne futro i w dodatku marnie imitujące to prawdziwe - w Polsce gronostaj objęty jest ochroną gatunkową).
Gronostajowe kołnierze były bardzo cenione nie tylko ze względu na fortunę jaką trzeba było wydać, by stać się jego posiadaczem. Futro, oprócz swego niesamowitego śnieżnobiałego koloru, jest bowiem niezwykle ciepłe, dzięki nadzwyczajnej gęstości włosia, a przez swą miękkość i delikatność także bardzo miłe w dotyku. Futro z gronostaja stanowiło więc bardzo praktyczną oznakę społecznego statusu. Nie powinno zatem nikogo dziwić, że także ci mniej zamożni pragnęli je mieć na własność, nie zważając zupełnie na stan swojego majątku. Utarło się nawet powiedzenie traktujące o tym bogactwie na pokaz: "u góry gronostaje, a u dołu nie staje" (czy też inna wersja: "z przodu gronostaje, a z tyłu nie dostaje").

Po czym poznać czy namalowane futro z gronostaja jest prawdziwe?

Jeśli będziecie zwiedzać muzeum i natraficie na obraz, na którym umieszczono kogoś w futrze z gronostaja to zwróćcie baczną uwagę na to jak jest to namalowane. Jeśli są to tylko czarne plamy (ciapki ja u dalmatyńczyka) czy też czarne kreski na białym tle to nie jest to prawdziwe futro, a malarz nigdy nie widział gronostaja. Futro z gronostaja powinno być bowiem białe z wyraźnie odstającymi czarnymi ogonkami tego stworzenia. Tylko końcówka ogona jest czarna. Łatwo więc policzyć ile gronostajów zostało zabitych, by mogło powstać rzeczone futro. Gronostaj to małe zwierzątko i z tego też względu z jednego gronostaja można uzyskać niewielką ilość futra. Dlatego też futro z gronostaja jest takie drogie - im mniejsze ogonki, tym mniejsze zwierzęta i tym więcej gronostajów zostało zabitych dla uzyskania jednego płaszcza podbitego futrem. Ilość namalowanych ogonków mogła zatem świadczyć o zamożności namalowanej osoby (która zazwyczaj była też zleceniodawcą). Szlachcic niekoniecznie musiał posiadać płaszcz podbity futrem gronostaja, ale jako, że chciał zostać zapamiętany jako osoba dostojna i majętna kazał artyście namalować siebie z takim elementem stroju. Biedny malarz, który nigdy na własne oczy nie widział futra z gronostaja i sugerował się np. innymi obrazami albo był po prostu zbyt leniwy czy też nie miał zdolności artystycznych, malował po prostu czarne plamy zamiast gronostajowych ogonków. Możliwe też, że zależało to od ceny obrazu: przecież nikt nie będzie ślęczał i malował pracochłonnych ogonków, jeśli nie zostanie należycie wynagrodzony. No ale potwierdza to tylko moją teorię o zamożności zamawiającego.

A tak powinno wyglądać poprawnie namalowane futro z gronostaja:



sobota, 25 marca 2017


Zastanawialiście się kiedyś dlaczego wampir pije krew? I dlaczego poprzez ugryzienie/wyssanie krwi zmienia swoją ofiarę w kolejnego krwiopijcę? Schemat ten obecny jest we wszystkich książkach i filmach poświęconym tym jakże uroczym istotom. No cóż, nawet tak ucywilizowane wampiry jak te ze Zmierzchu, chcą nie chcąc są zmuszone co jakiś czas napić się krwi. Z drugiej strony, ciekawe czy Stephenie Meyer uważa że zwierzęta mają duszę? Hmm... skoro jej wampiry mogą żyć dzięki zwierzęcej krwi to chyba tak.

No dobrze, a teraz trochę konkretów: 
Krew jest uznawana za siedzibę życia i duszy, jej świętość sprawia, że należy ona do pokarmów zakazanych. Kolor i temperatura krwi są symbolicznie łączone z ogniem i słońcem, a także z ich życiodajną mocą. Krew jest więc jedynym pożywieniem, którego potrzebują zmarli, ponieważ tylko ona może dać im siłę życiową. Co ciekawe, krew jest również symbolem namiętności i popędu seksualnego. Poprzez ssanie krwi z rany innego człowieka zawierane jest pewnego rodzaju braterstwo. Jako że krew jest również symbolem płodności i potomstwa, wyssanie krwi jest więc pewną formą prokreacji – ofiara i osoba pijąca jej krew stają się dla siebie krewnymi. W ten sposób wampir się rozmnaża: krew jako ekwiwalent spermy sprawia, że podczas wbijania zębów w szyję ofiary (co jest równoznaczne z aktem płciowym) następuje przekazanie genów. Zarażona nimi ofiara przeistacza się w krwiożerczą bestię i tak rodzi się potomek wampira.

Całkiem logiczne, co nie?

Źródło: praca naukowo-badawcza Scoffera

Popularne Posty

Translate

Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.