Dziennikarstwo na poważnie i z przymrużeniem oka. Strona adresowana do wszystkich zainteresowanych tematyką szeroko pojętego bezpieczeństwa i kreowania właściwych zachowań społecznych. Znajdzie się tu też miejsce dla osób poszukujących ciekawych newsów i porad dotyczących cyberbezpieczeństwa. Skupiam się głównie na phishingu, złośliwym oprogramowaniu, wycieku danych, podatnościach oraz ciekawostkach ze świata cybersecurity.

Cyberbezpieczeństwo na co dzień - bo najsłabszym ogniwem jest człowiek

Cyberbezpieczeństwo kobiecym okiem - tygodniowy przegląd newsów

Lista filmów o podróżach w czasie

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bezpieczeństwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bezpieczeństwo. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 listopada 2021


Czy wiesz jak wygląda pierwsza pomoc przy pseudokrupie? Czy dziecko chore na zapalenie płuc może roznieść dom na kawałki od nadmiaru energii? Co zrobić, gdy nie udaje się zbić gorączki? 
Jeśli szukasz odpowiedzi na powyższe pytania to świetnie trafiłaś!

1) Jak wygląda i zachowuje się dziecko z zapaleniem płuc? Na co zwrócić szczególną uwagę?

Dziecko może mieć zapalenie płuc i może tryskać energią, skakać, wygłupiać się, tańczyć czyli jednym słowem może zachowywać się tak jakby było zupełnie zdrowe. 

Czerwona lampka powinna nam się zapalić przede wszystkim przy mokrym kaszlu, któremu towarzyszy podwyższona temperatura. Dziecko powinno być wtedy obowiązkowo osłuchane przez pediatrę. Swoją drogą zauważcie, że przy każdej wizycie lekarskiej dziecko jest osłuchiwane. Zapalenie płuc jest niezwykle podstępną chorobą...

Warto obserwować jak dziecko oddycha (zaniepokoić powinno dziwne wciąganie klatki piersiowej oraz ruch skrzydełek nosa). Aby wiedzieć na co zwrócić uwagę zachęcam do obejrzenia poniższych filmików: https://pediatranazdrowie.pl/jak-rozpoznac-dusznosc-opis-i-filmy 

Jeśli macie w domu pulsoksymetr to niska lub skacząca saturacja też powinna skłonić Was do podjęcia zdecydowanych działań.

2) Jeśli dziecko ma trudności z oddychaniem, podejrzewacie pseudokrup (inne nazwy to: krup wirusowy, podgłośnikowe zapalenie krtani) lub Wasze myśli krążą wokół krztuśca: pierwszą pomocą przy tego rodzaju dusznościach jest oddychanie zimnym, wilgotnym powietrzem.  Zimne powietrze zmniejsza bowiem obrzęk krtani. Ta wiedza powinna być powszechna, powinno się o tym mówić przy każdej okazji, zwłaszcza teraz, kiedy jest mnóstwo zachorowań na podgłośnikowe zapalenie krtani. Tak na przyszłość, jakbyście w panice zapomnieli: latem zimne powietrze mamy w lodówce;)

W takich sytuacjach dobrze jest też zrobić dziecku inhalacje z zimnej soli fizjologicznej. Warto trzymać w lodówce 1-2 ampułki - by mieć je pod ręką w sytuacji kryzysowej. Co ciekawe, zimna sól fizjologiczna doskonale sprawdza się też przy katarze: wystarczą 2-3 krople do każdej dziurki. 

I jeszcze jedna sprawa dotycząca pseudokrupu. Jeśli lekarz zlecił wam nebulizacje z Nebbudu koniecznie przepłuczcie potem dziecku buzie, co by się jakaś grzybica nie przyplątała.

3) Temat - zbijanie wysokiej gorączki. Od razu mówię, że ja nie zbijam gorączki, jeśli jest poniżej 38,5°C  (tak naprawdę leki podaję przy 38,4°C).
Oficjalny* podział gorączki jest taki: do 38°C to stan podgorączkowy (organizm walczy z infekcją), od 38ºC do 38,5ºC– umiarkowana gorączka (uwaga! Organizm walczy z infekcją, ale to już nie przelewki. Zbijamy gorączkę domowymi sposobami); powyżej 38,5ºC – wysoka gorączka (zbijamy farmakologicznie + domowymi sposobami).
Gorączka jak przekroczy pewną granicę (powyżej 38,5ºC) lubi się niekontrolowanie rozpędzić i w parę minut może się nam zrobić 40ºC. Zawsze się zastanawiałam dlaczego rodzice dopuszczają, by dziecko miało taką wysoką temperaturę. Teraz już wiem, że wystarczy chwila, by gorączka nabrała rozpędu.

Jeśli lek przeciwgorączkowy jeszcze nie zaczął działać, a widzicie, że temperatura rośnie mimo stosowania okładów to nie bawcie się w inne metody tylko pędźcie do łazienki i róbcie "chłodną" kąpiel. Napisałam "chłodną", bo z tą chłodnością trzeba zachować zdrowy rozsądek. Wszędzie jest napisane, że temperatura wody powinna być niższa o 2ºC od temperatury ciała. To ja może dopowiem, że chodzi o aktualną temperaturę ciała, a nie 36,6ºC. Jak dziecko ma 40ºC i wrzucicie je do 34,6ºC to na własne oczy zobaczycie co to znaczy mieć szok termiczny. Oprócz tego trzeba pamiętać, by zaczynać schładzanie od stóp i dopiero potem powoli schładzać resztę ciała. Dziecko musi przyzwyczaić się do niższej temperatury, dzięki temu unikniemy wspomnianego wcześniej szoku termicznego. Jak dziecko przyzwyczai się do takiej temperatury to możemy dolać do wanienki trochę zimniejszej wody (a w prysznicu powoli zmienić na chłodniejszy strumień).
Pamiętajcie: nigdy nie zanurzamy rozgrzanego dziecka w zimnej wodzie! Ma być przynajmniej letnia, a tak naprawdę powinna być niższa tylko o 2ºC od aktualnej temperatury ciała dziecka.

4) Ciąg dalszy o zbijaniu temperatury. Tym razem będzie mowa o zbijaniu temperatury za pomocą leków. Co zrobić gdy jest gorączka a nie możemy jeszcze podać kolejnej dawki ibuprofenu albo paracetamolu? Okazuje się, że można w takich przypadkach stosować te leki na zmianę co 4h! Czyli podajemy ibuprofen i po 4 godzinach podajemy paracetamol, potem po 4 godzinach znowu podajemy ibuprofen itd. Dawka ibuprofenu i paracetamolu będzie ta sama w ciągu doby, więc nie zachodzi ryzyko przedawkowania leku.
Tylko tutaj uwaga: ten sposób należy stosować w sytuacjach kryzysowych, czyli wtedy kiedy dziecko ma bardzo wysoką gorączkę, którą ciężko się zbija, a jeden lek nie wystarcza na te 6-8h. Trzeba mieć świadomość, że tutaj jednocześnie faszerujemy dziecko i ibuprofenem i paracetamolem.
Pamiętajcie, że dawkę leku zawsze dobieramy pod kątem wagi dziecka, a nie wieku!

Na koniec jeszcze napiszę krótko jaka jest różnica między tymi lekami. Ibuprofen działa przeciwzapalnie, paracetamol nie. Paracetamol jest bezpieczniejszy, ponieważ jest mniej gastrotoksyczny, może być stosowany w ciąży**, podczas karmienia piersią (jako lek pierwszego wyboru) i można go podawać noworodkom i niemowlętom. Ibuprofen zaś można podać dopiero po 3 miesiącu życia. 

Jak prawidłowo stosować paracetamol i ibuprofen przeczytacie w tym artykule (podają tu konkretne przykłady oraz wyjaśniają dlaczego w danym przypadku lepiej zastosować ten a nie inny lek): https://zdrowie.parenting.pl/rodzice-nieprawidlowo-stosuje-u-dzieci-leki-przeciwgoraczkowe

Uwaga! Dzieciom do 12 roku życia nie podajemy leków z kwasem acetylosalicylowym (czyli m.in. aspiryny i Polopiryny).


*Nieoficjalny podział jest taki: 37,5ºC - panikaaaaa!!!;)

**Radzę stosować go jednak tylko wtedy, gdy jest to naprawdę niezbędne i pod ścisłą kontrolą lekarza. O skutkach ubocznych można poczytać tutaj.


Zdjęcie: Myriams-Fotos z pixabay.com

sobota, 24 kwietnia 2021


Niezwykle skuteczny, ale mało znany sposób na zniwelowanie skutków uderzenia w głowę. Warto go znać, zanim dziecko zacznie się przewracać na boki. Trzeba go znać, kiedy zaczyna raczkować i poznawać otaczający go świat. Można, a wręcz powinno się go stosować także u dorosłych. Dlaczego więc tak mało osób o nim wie? Zmieńmy to!

Na urazy, stłuczenia i uderzenia w głowę stosujemy okłady z selera przez minimum 15 minut

Najważniejsza jest jak najszybsza reakcja. Najlepiej też, gdy możesz poprosić kogoś o pomoc. Ty uspokajasz dziecko i przykładasz w miejsce uderzenia cokolwiek co masz zimnego pod ręką*, a druga osoba przygotowuje okład z selera (może też od razu ukroić plaster selera, wtedy przykładasz go zamiast zimnego kompresu).

Jak przygotować okład z selera?

Surowy seler ścieramy na tarce z drobnymi otworami. Papkę układamy na gazie opatrunkowej lub na cienkim, oddychającym materiale. Seler powinien puścić sok, materiał powinien go przepuścić. Tak przygotowany okład przykładamy w miejsce uderzenia przez minimum 15 minut. Od czasu do czasu ściskamy gazę, by wyciekło trochę soku. Po pewnym czasie okład przestanie być chłodny, warto go wtedy wymienić na nowy.

* Coś zimnego:

- warto pamiętać, że metal jest zawsze chłodny - możesz więc użyć np. łyżki stołowej lub wazowej itp.;
- jeśli masz kompres żelowy i trzymasz go w lodówce jesteś mistrzem przewidywania;
- możesz też zamoczyć ścierkę kuchenną lub ręcznik w zimnej wodzie;
- w ostateczności możesz wyjąć jakąś mrożonkę z zamrażalki lub trochę lodu i owinąć go w ścierkę kuchenną (żeby nie przykładać czegoś zamrożonego na gołe ciało).

Cudowne właściwości selera

Gwarantuję, że w większości przypadków po obrzęku, krwiaku (siniaku) nie będzie śladu. O guzach w ogóle nie ma mowy. Przy stłuczeniach punktowych przez jakiś czas może utrzymywać się lekkie zaczerwienienie, a przy mocnych stłuczeniach bądź gdy zbyt późno zrobiliśmy okład - może pojawić się blady siniak. Seler ma niesamowite właściwości ściągające! Jednak nie powinno się go zbyt długo przykładać bezpośrednio na skórę. Z tego też powodu stosujemy gazę bądź materiał.

Uwaga!

Jeśli uderzenie było naprawdę mocne, dziecko straciło przytomność, jest rana lub coś w zachowaniu dziecka Was niepokoi (np. zrobiło się śpiące, markotne, zbiera mu się na wymioty, traci równowagę, nie przestaje płakać) - jedźcie od razu na SOR. Okład z selera lub coś zimnego można przykładać jadąc do szpitala. Wyjątkiem jest uraz, w którym doszło do przerwania skóry - w tym wypadku wszelkie niejałowe kompresy odpadają. Trzeba też pamiętać, że ran głowy absolutnie nie wolno uciskać, ponieważ mogą stanowić ujście dla rosnącego ciśnienia przy krwawieniu wewnątrzczaszkowym.


Grafika: Scoffer

niedziela, 14 marca 2021

       Mogłoby się wydawać, że w dobie wszechobecnej techniki, a zwłaszcza powszechnego dostępu do telefonów i coraz większego zasięgu sieci komórkowej - coś takiego jak kod Morse'a powinien odejść do lamusa. Póki jest zasięg, póki bateria jest naładowana to faktycznie nawet w ekstremalnych sytuacjach zdolność posługiwania się alfabetem Morse'a wydaje się zbyteczną umiejętnością. A co jeśli los planuje dla nas jakiś czarny scenariusz? I nagle okaże się, że gdy zawiedzie technika to bez kodu Morse'a ani rusz? Bardzo lubię oglądać filmy, w których scenarzysta podziela mój pogląd i uzależnia powodzenie całej akcji w filmie od tego czy ktoś (najlepiej jakiś wyśmiewany przez wszystkich dzieciak) potrafi nadać kilka słów w alfabecie Morse'a. Niby dodatkowa umiejętność, którą z przymrużeniem oka można wpisać sobie w CV, a tutaj ratuje życie całej załogi. Dla mnie ekstra, zwłaszcza, że nigdy całkowicie nie polegam na technice. Wychodzę z założenia, że zawsze coś przecież może się zepsuć. Dlatego też drzewo genealogiczne spisuję nie tylko on-line, ale i w kajecie. Tak na wszelki wypadek.
       Wracając do tematu alfabetu Morse'a, zakodowaną wiadomość można przekazać na kilka sposobów: za pomocą sygnałów dźwiękowych, błysków światła, impulsów elektrycznych, gestów czy w postaci zapisu ciągu kropek i kresek. Bardzo szeroki zakres możliwości komunikowania się, prawda? To na który ze sposobów się zdecydujemy zależy od sytuacji w jakiej się znajdziemy. W łodzi podwodnej raczej nie będziemy nadawać za pomocą błysków światła. À propos błysków: czy wiecie, że za pomocą promieni słonecznych odbitych w lusterku można nadać wiadomość na znaczną odległość? Dobry sposób, żeby zwrócić na siebie uwagę ekipy poszukiwawczej. To złota rada na wypadek gdybyście się rozbili/zgubili np. na pustyni (aczkolwiek w nocy polecam użyć światła z latarki, światło księżyca się jednak nie sprawdzi).
       Kod Morse'a może się też bardzo przydać w sytuacji gdy nie można przekazać wiadomości ani ustnie ani pisemnie. Do dyskretnej komunikacji można wtedy wykorzystać sekwencję prostych stuknięć albo przekazać informację za pomocą dotyku lub mrugnięć. Przykłady takiego wykorzystania alfabetu Morse'a znajdziecie Drodzy Czytelnicy w kolejnym artykule.
       Rozważmy sobie teraz taką sytuację w stylu "co by było, gdyby...". Wyobraźmy sobie, że nastąpiła globalna awaria energii elektrycznej, taka z rodzaju plag egipskich: pada dosłownie wszystko (tak sieci komórkowe też). Nie mamy jak się skontaktować z resztą świata. W kim wtedy będziemy pokładać nadzieję na komunikację na odległość dalszą niż zasięg naszych gardeł? No cóż, ja stawiam zakład, że tymi osobami będą preppersi, krótkofalowcy, a także osoby znające alfabet Morse'a (łatwiej przesłać sekwencję sygnałów niż słowo mówione). Preppersi jako osoby doskonale przygotowane na wszelkie katastrofy, z pewnością będą najlepiej wyposażoną grupą, jeśli chodzi o utrzymanie łączności i komunikację na bliskie odległości (CB radia, krótkofalówki). Jednak jeśli chodzi o zasięg krajowy czy międzynarodowy to tu lepiej sprawdzą się krótkofalowcy. Warto w tym momencie wspomnieć, że część krótkofalowców jest w stanie nie tylko skonstruować własne urządzenie nadawczo-odbiorcze, ale i zapewnić do niego zasilanie. Czyż nie jest to imponujące i pocieszające? Natomiast jeśli chodzi o komunikację na mniejsze odległości dla osób nie posiadających CB radia i krótkofalówek to można by pokusić się o zbudowanie telegrafów optycznych. W ten sposób ludzie, którzy opanowali alfabet Morse'a mogliby porozumiewać się między sobą za pomocą sieci sekarów. Hmm jedyny problem jaki tu widzę to deficyt goblinów - nieocenionych pracowników wież semaforowych. Wracając jednak z niezwykłego Pratchettowskiego świata do naszej bezgoblinowej rzeczywistości: uważam, że każdy powinien znać alfabet Morse'a w stopniu pozwalającym na nadanie i odebranie prostej wiadomości.



Grafika: Alexander Lesnitsky i Gordon Johnson z Pixabay.

wtorek, 20 października 2020


Włamanie? Kradzież? Myślisz, że te słowa Cię nie dotyczą? Że takie rzeczy spotykają tylko ludzi bogatych bądź niefrasobliwych? Niestety, prawda jest taka, że złodziej może obrabować każdego. Nawet człowieka ledwo wiążącego koniec z końcem. A zrobi to wtedy, kiedy najmniej się tego będziesz spodziewać. 
Włamywacze zrobili się na tyle bezczelni, że okradają nawet w biały dzień. Wykorzystują to, że w dzisiejszych czasach słabnie relacja sąsiedzka. Zwłaszcza w blokach, gdzie panuje duża rotacja mieszkańców. Ludzie często nawet nie wiedzą kto jest ich sąsiadem, również z tego względu, że spora część mieszkań jest wynajmowana na krótki okres czasu. Ciągle pojawiają się nowe twarze. Ludzie przestali podtrzymywać więź sąsiedzką (ograniczając się tylko do zdawkowego "dzień dobry"), często nie interesuje ich kto mieszka obok (byle tylko nie hałasował!), pragną anonimowości. Cenią zarówno swoją jak i cudzą prywatność. Okazuje się jednak, że trochę wścibskości by tu nie zaszkodziło.
Jeszcze nie tak dawno temu krążyły w internecie memy o osiedlowym monitoringu w postaci wścibskich staruszek, a tymczasem to one jako pierwsze zareagują na włamanie do Twojego mieszkania, a może nawet je udaremnią w porę zawiadamiając policję. Wścibskie staruszki są dla policjantów nieocenioną pomocą przy prowadzeniu wszelkiego rodzaju spraw. Warto więc utrzymywać z nimi dobre relacje.


Oto kilka sygnałów, które mogą świadczyć o tym, że ktoś interesuje się Twoim mieszkaniem:

1) Ulotki wetknięte w drzwi bądź zawieszone na klamce, zapełniona skrzynka pocztowa.
To stary sposób na sprawdzenie czy mieszkańcy nigdzie nie wyjechali na dłuższy okres czasu.
Jak przeciwdziałać? Poprosić sąsiada, by na czas Twojej nieobecności zdejmował produkty reklamowe z Twoich drzwi i regularnie opróżniał skrzynkę pocztową.

2) Głuche telefony i telefony od telemarketerów na telefon stacjonarny.
Wbrew pozorom te połączenia mogą nie być przypadkowe. Ktoś w ten sposób może sprawdzać, w jakich godzinach jesteś w domu, a także kiedy jesteś poza nim. Im częstsze tego rodzaju telefony, tym większe prawdopodobieństwo, że Twoje mieszkanie jest pod obserwacją.
Jak temu zaradzić? Najlepiej byłoby pozbyć się telefonu. Jeśli to niemożliwe to niestety nie mam dużego pola manewru: można co najwyżej zablokować uciążliwy numer u operatora (sposób na głuche telefony) i wpisać się na Listę Robinsonów SMB (sposób na telemarketerów).

3) Podejrzani ludzie kręcący się w pobliżu Twojego miejsca zamieszkania.
Może często napotykasz nieznajomych akurat, gdy wychodzisz z domu? Czujesz się obserwowany? (Raczej mało prawdopodobna opcja, ale kto wie może włączył Ci się szósty zmysł?).
Warto wymienić swoje spostrzeżenia z sąsiadką. Zamontować dodatkowe zabezpieczenia, zainwestować w monitoring (ciekawą opcją jest montaż kamery w judaszu) czy też kupić czujnik ruchu z alarmem typu szczekający pies. Na rynku pełno jest ciekawych gadżetów, z pewnością każdy znajdzie coś dla siebie.

Jeśli nie chcesz ułatwiać zadania złodziejom, pamiętaj o poniższych zasadach bezpieczeństwa:

1) Zawsze zamykaj drzwi na zamek, gdy jesteś w domu.
Niektórzy złodzieje okradają mieszkanie, nawet gdy znajdują się w nim domownicy. Chodzą po klatkach schodowych i delikatnie sprawdzają klamki. Cicho wchodzą do mieszkania i kradną to co jest pod ręką. Należy szczególnie uważać na niewinnie wyglądające starsze panie, które oczywiście "tylko pomyliły drzwi". Jeśli tylko złapiemy taką na gorącym uczynku, należy od razu wzywać policję.

2) Nie wpuszczaj domofonem przypadkowych osób.
Ciebie nie okradną, ale mogą okraść Twoich sąsiadów, których akurat nie ma w domu. Mogą zwinąć wózki i rowery z klatki schodowej. Mogą pooglądać sobie drzwi i zamki, sprawdzić czy na klatkach jest monitoring - jednym słowem mogą lepiej przygotować się do ewentualnego włamania.

3) Nie zapraszaj nieznajomych do środka mieszkania. Uważaj na aktywizatorów!
Mogą wtedy spokojnie rozejrzeć się, co trzymasz w domu, czy masz jakieś cenne rzeczy. Pamiętaj, że złodzieje są bardzo bystrzy i czasem wystarczy im tylko jeden rzut oka, by określić Twój status materialny. Należy też zwrócić uwagę na to, że złodzieje tworzą szajki - osoba, która Cię odwiedziła, nie musi Cię potem okraść (w świetle prawa może mieć całkowicie czyste konto), może natomiast dać cynk swoim ludziom, że dane mieszkanie warto okraść.

4) Nie otwieraj drzwi, jeśli jesteś sam. Zawsze sprawdzaj przez judasza kto stoi za drzwiami.
Zwłaszcza, jeśli jesteś osobą starszą, kobietą bądź osobnikiem o drobnej budowie ciała. Oczywiście, jeśli mieszkasz sam, wtedy nie masz wyboru. Zanim jednak otworzysz dowiedz się kim jest ta osoba i w jakiej sprawie do Ciebie przyszła. Tu bardziej ostrzegam przed wtargnięciem do mieszkania i jawną napaścią niż przed cichą kradzieżą.

5) Nie zostawiaj nieznajomego samego w pokoju.
Pewna starsza pani chodziła po mieszkaniach i zbierała niepotrzebne ubrania. Podczas gdy darczyńcy szukali ubrań, owa starowinka szukała ich kosztowności.

Zdjęcie: Gab_riel_P z Pixabay

środa, 17 czerwca 2020

Sprawdzony sposób na zahamowanie biegunki u bardzo małych dzieci. Na podstawie własnych i rodzinnych doświadczeń. Potwierdzone przez pediatrę.

Biegunka

Śmiertelnie groźna przypadłość w przypadku małych dzieci. Wystarczy kilka godzin, by dziecko się odwodniło. Trzeba działać szybko i zdecydowanie. Jak będziecie zbyt długo się zastanawiać, dziecko może się tak odwodnić, że niemożliwe będzie podanie kroplówki - pielęgniarka nie będzie w stanie wbić się w żyłę. Pamiętajcie jednak by szpital traktować zawsze jako ostatnią deskę ratunku - pojedziecie z biegunką, wrócicie ze szpitalnym zapaleniem płuc albo z innym świństwem.

A więc co robić ?

1) Najpierw upewnijcie się, że jest to faktycznie biegunka - liczcie kupy i sprawdzajcie ich gęstość (jak wiadomo na początku rodzicielstwa wcale nie jest to takie oczywiste - noworodek może robić nawet do 10 kup dziennie, jeśli jest karmiony naturalnie. Pamiętajcie, że konsystencja prawidłowej kupy powinna przypominać jajecznicę. Na karmieniu sztucznym się nie znam, więc w tym zakresie się nie wypowiem). Obserwujcie też zachowanie dziecka, czy nie zrobiło się bardziej płaczliwe, czy nie podkurcza nóżek, czy bardziej nimi nie wierzga itp. W końcu to Wy najlepiej je znacie i najwcześniej zauważycie choćby drobne zmiany w zachowaniu.

2) Jeśli wszystko wskazuje na to, że to biegunka - przygotujcie marchwiankę do picia. Dla niemowląt, które jeszcze nie przyjmują stałych pokarmów będzie to sama woda z marchwianki. Można ją podawać już kilkudniowym noworodkom (czego jestem żywym dowodem*). Natomiast dla starszych dzieci najlepiej przyswajalna będzie przetarta zupa.

3) Zamiast marchwianki (np. w przypadku, gdy dziecko jest uczulone na marchewkę) można podawać do picia odwar lub napar z suszonej czarnej borówki.

4) Przez cały okres trwania biegunki i kilka dni po wyzdrowieniu (najlepiej dwa tygodnie) podajemy probiotyk w celu odbudowania zniszczonej flory bakteryjnej (probiotyk najlepiej podawać na noc).

5) Po każdym wypróżnieniu powinno się dziecko podmyć pod bieżącą wodą (należy pamiętać o prawidłowym kierunku podmywania okolicy intymnych czyli od góry do dołu, tak żeby nie zanieczyścić cewki moczowej).

Przepis na marchwiankę

Składniki:
  • Pół kilograma marchwi (ekologicznej i co najważniejsze z dobrego źródła - musisz być pewna, że nie była niczym pryskana. Jeśli nie dysponujesz własnym lub cudzym ogródkiem może warto rozejrzeć się za pewnym źródłem jeszcze w ciąży? <o ile ktoś czyta tego typu artykuły jak jest w ciąży...> Marchewka całkiem nieźle się przechowuje, więc jeśli udało Ci się zdobyć ekologiczną marchewkę prosto od rolnika, warto zrobić zapas - wystarczyć zasypać marchewkę suchym piaskiem i przechowywać w chłodzie np. w piwnicy).
  • Litr niegazowanej wody źródlanej.
Przygotowanie:
  • Marchewkę obrać ze skórki i dokładnie umyć.
  • Pokroić w plasterki.
  • Zalać litrem wody (warto kupić mały garnek i przeznaczyć go tylko do gotowania wody/zupek dla dziecka).
  • Gotować aż marchewka zrobi się miękka.
  • Wystudzić do temperatury ok. 38 stopni (woda powinna być lekko ciepła) i podać do picia sam wywar.
  • Jeśli dziecko jada już zupki, wtedy wystarczy całość zblendować i podać mu w formie aksamitnego musu (łatwiej go wtedy przyswoi).

Przepis na odwar** i herbatkę z czernicy (czarnej jagody)

Zazwyczaj na etykiecie jest podane by do garnka wsypać 1 łyżkę stołową suszonych owoców czernicy i zalać je 1 szklanką zimnej wody. Następnie doprowadzić do wrzenia i gotować (koniecznie pod przykryciem!) na małym ogniu przez 10 minut. Potem wystarczy owoce odcedzić i taką kolorową wodą co jakiś czas przepajać dziecko.
Na rynku dostępna jest też herbatka z owoców borówki czernicy i tutaj uwaga: mamy do czynienia z naparem. A więc do szklanki wsypujemy 1 łyżeczkę (!) suszonych czarnych jagód i zalewamy do pełna wrzątkiem (oczywiście nie wodą z kranu tylko niegazowaną wodą źródlaną lub niskozmineralizowaną). Zostawiamy pod przykryciem na 10-15 minut (dla niemowląt może lepiej na 10 minut, a dla starszych dzieci możemy nastawić mocniejszy 15 minutowy napar), po czym owoce odcedzamy i tak zrobioną herbatkę dajemy dziecku do picia.

Co dalej?

Marchwianka nie tylko hamuje biegunkę, ale także leczy chore jelita. To niezwykle skuteczne lekarstwo w połączeniu z karmieniem piersią. Nic nie jest bowiem w stanie zastąpić mleka matki, zwłaszcza, gdy noworodek choruje. Noworodka i niemowlę należy więc jak najczęściej karmić piersią, a gdy jest to niemożliwe przynajmniej przepajać przegotowaną wodą (nie wiem jak to jest ze sztucznym mlekiem, może się przecież zdarzyć, że to mieszanka jest przyczyną biegunki). Najważniejsze to nie dopuścić, by dziecko się odwodniło. Przy niemowlaku możemy zamiast przegotowanej wody podać napój z suszonej czarnej borówki (inne nazwy to czernica i czarna jagoda). Suszony owoc czarnej jagody nie tylko zatrzymuje biegunkę i przeciwdziała odwodnieniu, ale przy okazji pomaga pozbyć się z jelit toksyn i soli metali ciężkich. 

Jeśli marchwianka i odwar z czernicy nie zadziałają (powiedzmy, że pomogą w 99% przypadków) w arsenale zostaje nam jeszcze Smecta (chociaż ze względu na smak ciężko ją przemycić niemowlakom - tutaj mogę polecić "sposób na kociaka" czyli podawanie leku w małej strzykawce po wewnętrznej stronie policzka). Środek ten nie tylko hamuje rozwolnienie, ale podobnie jak marchwianka wspiera regenerację jelit. Poza tym usuwa z organizmu bakterie i wirusy odpowiedzialne za rozwolnienie. Z powodzeniem można ją podawać niemowlakom, nie wiem natomiast jak to jest w przypadku noworodków. Woda z marchwianki jak najbardziej, Smecta - decyzja należy do lekarza. Co do probiotyku - można, a nawet trzeba go podawać (radzę tylko doczytać zasady wyboru dobrego preparatu - dobrze to opisał na swojej stronie Pan Tabletka).

Uwaga! 

Pamiętajcie, że w przypadku małych dzieci należy jak najszybciej skontaktować się z pediatrą, by poinformować go o niepokojących dolegliwościach malucha. Natomiast jeśli jest naprawdę źle i podejrzewamy, że dziecko mogło się odwodnić należy jak najszybciej udać się na SOR bądź zadzwonić po pogotowie.
W przypadku przedłużającej się biegunki warto zrobić badanie ogólne moczu z mikroskopową oceną osadu, gdyż u niemowląt i małych dzieci biegunka może być objawem zapalenia układu moczowego (w skrócie ZUM). Warto o tym pamiętać.

*A oto moja historia: 
Kilkanaście lat temu na oddziale noworodkowym w pewnym warszawskim szpitalu (którego nazwę łaskawie przemilczę) szalała biegunka. Zachorowało wtedy kilkanaście noworodków (17 albo 19) z czego dwoje zmarło. Mnie wypisano do domu jako zdrowego, kilkudniowego noworodka (w międzyczasie próbowano mnie podmienić, ale to już inna historia;). Jednak w kilka godzin po przyjeździe do domu zaczął się horror. Na szczęście moja mama miała mądrego pediatrę, który gdy tylko usłyszał o objawach kazał natychmiast podać mi wodę z marchwianki i jak najczęściej karmić piersią. I to mnie uratowało. Koniec.

** Używam tutaj słowa odwar, chociaż aż mnie korci by napisać napar. Okazuje się, że napar jest wtedy jak zalewamy ziółka wrzątkiem i zostawiamy je pod przykryciem, a odwar jak te ziółka musimy najpierw zagotować.

wtorek, 21 sierpnia 2018

Czy i Was ostatnie wydarzenia* skłoniły do zastanowienia się nad tym czy byłbym/byłabym w stanie rozpoznać osobę, która tonie? Odpowiedź na to pytanie można uzyskać grając w "Spot The Drowning Child". W "grze"** wcielasz się w ratownika, który pilnuje jednego z czterech sektorów basenu. Gdy tylko wypatrzysz, że dzieje się coś złego, klikasz myszką na osobę, która potrzebuje pomocy - rzucasz mu wtedy wirtualne koło ratunkowe. Sprawdź czy uda Ci się dostrzec tonącego szybciej niż prawdziwy ratownik wodny. Może dzięki tym ćwiczeniom uda Ci się kiedyś uratować komuś życie?

Filmy pochodzą z kanału Lifeguard Rescue na YouTube. Polecam dokładnie obejrzeć zamieszczone tam filmy, ponieważ można się z nich naprawdę wiele nauczyć. Dowiesz się z nich m.in.: 
  • jak zachowuje się osoba, która się topi
  • jak wygląda praca ratownika
  • jak trudno jest dostrzec tonącego w tłumie
  • jak bardzo ludzie są ślepi, gdy są w wodzie
  • że możesz utonąć wśród ludzi
  • że nawet jak ktoś widzi, że się topisz, nie pomoże Ci, bo uważa, że od tego jest ratownik
* Tragedia w Darłówku.
**Ciężko nazywać to grą, skoro wiemy, że nagrania pokazują dzieci, które naprawdę się topiły...













Zdjęcie: screen pochodzi z jednego z filmów na kanale Lifeguard Rescue.






sobota, 26 sierpnia 2017

Przychodzisz do domu i serce zamiera Ci w piersi. Otwarte drzwi, wyłamany zamek, wybite okno, a w mieszkaniu armagedon. Stało się! Padłeś ofiarą włamywaczy. Okradli Cię z pieniędzy, biżuterii, elektroniki i innego wartościowego sprzętu, na który tak ciężko pracowałeś. Jeszcze nie wierzysz, że to się stało. Targają Tobą sprzeczne i bardzo silne emocje. Najgorzej jednak, gdy okaże się, że złodzieje zabrali rodzinną biżuterię - bezcenny skarb przekazywany z pokolenia na pokolenie. I nagle okaże się, że oprócz kosztowności straciłeś związane z nimi wspomnienia, a co gorsze możliwość kultywowania rodzinnej tradycji... Pierścionek zaręczynowy prababki, który miałeś dać swojej przyszłej żonie, ślubne obrączki dziadków, złoty medalion od chrzestnej, srebrny kieszonkowy zegarek przekazywany z ojca na syna czy też prezent ślubny babci - złote carskie ruble. Wszystko przepadło...
      Nie masz zdjęć, certyfikatu ani dowodu zakupu. Podałeś policji opis skradzionych przedmiotów, jednak Twoja pamięć fotograficzna nie jest najlepsza. Z wyceną też nie poszło najlepiej: nie wiesz czy złoty medalion miał 9 czy 14 karatów, ani jaki kamień szlachetny zdobił pierścionek zaręczynowy Twojej prababki. Jesteś wściekły na swoją ignorancję i niezapobiegliwość. Gdybyś tylko mógł cofnąć się w czasie...
STOP!
      Koniec biadolenia. Może i nie uda Ci się zapobiec samej kradzieży, ale możesz zrobić coś, dzięki czemu będziesz miał szansę odzyskać swoje dobra materialne. Dlatego teraz odpowiem na jedno, ale za to niezwykle ważne pytanie:

Co zrobić, by zwiększyć swoje szanse na odzyskanie skradzionego przedmiotu?

      Odpowiedź jest banalnie prosta: zdjęcia. Musisz zrobić zdjęcia wszystkich swoich najcenniejszych rzeczy. Pamiętaj, by podczas przygotowywania dokumentacji fotograficznej skupić się na detalach.  Zrób zbliżenie na charakterystyczne rysy, które pozwolą rozpoznać dany przedmiot wśród tysiąca podobnych (zwłaszcza jeśli chodzi o obrączki, łańcuszki i tego typu przedmioty, które trudno od siebie odróżnić na pierwszy rzut oka). Tak naprawdę, każdy przedmiot jest jedyny w swoim rodzaju, o ile poświęci się mu wystarczająco dużo uwagi.
      Po zrobieniu zdjęć, skup się na jak najbardziej szczegółowym i fachowym opisie przedmiotów. Wykorzystaj do tego dane z certyfikatów, instrukcji obsługi, opakowań, dowodów zakupu, a jeśli nie posiadasz żadnego z powyższych z pomocą przyjdzie Ci internet i dobra lupa. Jeśli przedmiot posiada numer seryjny koniecznie go zapisz bądź zrób zdjęcie. Natomiast jeśli chodzi o precjoza to warto skorzystać z pomocy rzeczoznawcy, który wystawi certyfikat i podejmie się wyceny. Być może okaże się, że posiadasz niezwykle cenny egzemplarz, który wymaga szczególnej opieki i dodatkowych zabezpieczeń przed złodziejami?
      Gdy Twój folder będzie zawierał zarówno zdjęcia jak i opisy, wówczas zgraj go na dwa dowolne nośniki danych, które przeznaczysz tylko do tego celu (nie zapomnij potem usunąć danych z komputera). Następnie dobrze się zastanów, gdzie je schowasz (pamiętaj by nie trzymać w tym samym miejscu biżuterii, certyfikatów i nośnika danych!). Jedną kopię ukryj w jakimś mało podejrzanym miejscu u siebie w domu, drugą zaś u rodziców, dziadków, rodzeństwa lub u bardzo zaufanych przyjaciół. Odradzam natomiast powierzanie tak ważnej dokumentacji znajomym. To musi być osoba zaufana, co do której masz pewność, że zależy jej na Twoim szczęściu i która pod wpływem alkoholu nie wygada się o Twoich kosztownościach.

Pamiętaj, by nie chwalić się swoim bogactwem

      Im mniej osób będzie wiedziało co masz w domu, tym lepiej dla Ciebie. Nie chwal się swoim bogactwem, nigdy nie wiesz kto Cię słucha i obserwuje. Niestety, żyjemy w takich czasach, w których nikomu nie można ufać. Co więcej, niewiele osób potrafi się szczerze cieszyć z czyjegoś sukcesu, zwłaszcza jeśli ten sukces ma aspekt czysto materialny. Jesteśmy narodem wyjątkowo zawistnym, jeśli chodzi o kwestie finansowe, dlatego uważaj co mówisz, do kogo i gdzie. Nie wiesz do kogo później trafi ta informacja i jak ją wykorzysta. Pamiętaj: przezorny zawsze ubezpieczony.

Jeśli jesteś w stanie przedstawić policji pełną dokumentację skradzionych przedmiotów to:

Po pierwsze - jesteś wiarygodny. Bo niby jak chcesz udowodnić, że faktycznie coś Ci zginęło? Policja wierzy Ci na słowo, bo nie ma innego wyjścia. Do tego co mówisz musi jednak podchodzić sceptycznie i brać pod uwagę to, że próbujesz wykorzystać sytuację z powodu, no właśnie, braku dowodów.
Po drugie - usprawniasz działanie policji. Nie będą tracić czasu na wizualizację skradzionych przedmiotów. A im szybciej zaczną działać, tym lepiej dla Ciebie. Zwłaszcza jeśli chodzi o biżuterię, która w większości przypadków od razu trafia na przetop - by temu zapobiec trzeba działać szybko i sprawnie.
Po trzecie - łatwiej będzie rozpoznać Twoją własność. Jeśli Twoja biżuteria odnajdzie się u jubilera, w lombardzie, na aukcjach internetowych czy na targach staroci - nikt nie będzie miał wątpliwości, że jesteś jej prawowitym właścicielem.


Grafika: Obraz OpenClipart-Vectors z Pixabay
Zdjęcie: Obraz nile z Pixabay




Popularne Posty

Translate

Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.